czwartek, 23 listopada 2017

,,Oczy po stronach tam i z powrotem biegają"

 Waleczne krasnoludy pragnące złota, czarodziej puszczający tęczowe fajerwerki, czy elfy opijające się w piwnicy? To tylko maleńka cząstka wszystkich wariactw, które dzieją się w ,,Hobbicie - czyli tam i z powrotem".

 Hobbici są powszechnie szanowani. Są uznawani za stworzenia wytworne i wygodne, słynne z unikania przygód.
 Już na pierwszych stronach widzimy jednego z przedstawicieli tego zacnego gatunku, pana Bilba Bagginsa.
 Nie różni się on wiele od reszty hobbitów, mały, nieco utyty, z włochatymi stopami i kędzierzawymi jasnymi włosami. Jednak jest w nim coś, o czym on jeszcze nie wie, a co widział w nim czarodziej Gandalf od samego początku. Bilbo nie jest zwykłym hobbitem, i czy prędzej, czy - jak w tym przypadku - później sam to zrozumie.
 Akcja rozpoczyna się u pana Bagginsa, który mieszka w wygodnej, jak on to ujmuje ,,norce", która mieści się w Bag End, Pod Pagórkiem, z daleka od przygód i wszelkich dziwnych wydarzeń.
 Niestety, mimo, że Bilbo nie szuka przygody, przygoda najwyraźniej szuka jego, bowiem niedługo potem dzieją się u niego niezwykłe rzeczy.
 Wyobraźmy sobie, że jemy sobie w spokoju podwieczorek, a tu nagle ktoś puka do drzwi. Och, czyżby jakiś gość?
 Może kurier, albo jakiś sąsiad?
 Idziemy otworzyć, a przed drzwiami stoi...
 Krasnolud.

I to nie byle jaki, pięknie odziany w płaszcz z kapturem, a miecz lśnił połyskliwie za jego pasem!
Owy jegomość zbytnio się z nami nie cacka, i nie podając kompletnie celu wizyty wpycha się do nas na podwieczorek. Szokujące, prawda?
 Wszedł sobie, jak do siebie i zaczął częstować się naszym podwieczorkiem!

 Ja osobiście byłabym zbulwersowana, ponieważ podobnie jak pan Baggins cenię sobie jedzenie (zwłaszcza podwieczorki!)
  Jak z jednym nieproszonym gościem wyjadającym nam spiżarnie możemy się jakoś pogodzić, tak z 13 nieproszonymi krasnoludami raczej dostalibyśmy bankowo palpitacji serca.

 Jak więc musiał czuć się nasz mały hobbit, który nie był przyzwyczajony do towarzystwa, a już w ogóle stworzeń takich, jak krasnoludy?

 No cóż, panikował okropnie, ale ku mojemu zdziwieniu nie nawrzeszczał na nich, nie zaczął grozić prokuraturą czy rzucać w nich talerzami, ale ugościł ich dobrze, donosił im jedzenie i w ogóle zachowywał się, jak dobry gospodarz!
 Okazuje się, że krasnoludy planują odzyskać skarby swoich prapraojców, które zagarnął nikczemny i ludobójczy smok imieniem Smaug.

 No dobrze, interesująco, ale co Bilbo ma z tym wspólnego?

 I tutaj wkracza Gandalf, bystry czarodziej, ratujący wiele razy w tej książce krasnoludy, oraz samego Bagginsa. Stwierdza on, że Bilbo jest włamywaczem i przyda się im do wielu rzeczy.



  Dobra, dość o treści, nie chcę Wam zbyt dużo zdradzać, żebyście mnie nie zlinczowali.
 Powiem Wam jeszcze tylko tyle, że Bilbo, nie dość, że weźmie udział w wyprawie, to przez pewien czas będzie jej bossem.

  Tolkien jest jednym z najsławniejszych pisarzy na całym świecie, miliony osób kocha jego twórczość, jednak ja (nie bijcie) nie jestem jego wielką fanką. Nie zrozumcie mnie źle, same postacie są świetne wykreowane, wielowymiarowe, nie zmywają się w jedno, jak to się dzieje u niektórych autorów, nie mogę też narzekać na oryginalne stwory.

 Nie pasuje mi tempo akcji, moim zdaniem Tolkien za bardzo tym manipulował, brakuje mi też dynamicznych wyrazów w wartkobiegnących wątkach, trudno się zorientować, czy coś się dzieje. Poza tym, Śródziemie, smoki, walczące krasnoludy... Naprawdę niezła książka, ale to nie moje klimaty. Jednakże do Tolkiena mam ogromny szacunek.

 Książkę oceniam na 8/10, myślę, że każdy porządny czytelnik powinien przeczytać tę klasykę Tolkiena.

Pozdrawia Ania!

niedziela, 12 listopada 2017

Współpraca

Na razie recenzuję jedynie książki z bibliotek, oraz moje własne :)

Dobry Wieczór Książkomaniacy

  Jak widzicie postanowiłam spróbować swoich sił w blogowaniu. Czytanie to moja pasja, dzięki książkom moje życie nie jest takie smętnie szare, kiedy jest mi źle mogę ukryć się w abstrakcyjnym świecie, który czule mnie obejmie, jakby mówiąc:

 ,,Hej, nie przejmuj się! Dopóki my jesteśmy nie będziesz chodzić smutna."

 Kocham książki szczerym uczuciem, i tak zapewne pozostanie do końca życia, jednak na tymże blogu oprócz recenzji i różnorakich subiektywnych postów na temat książek pojawią się również recenzje filmów, oraz seriali.

 Gdy masz kaca książkowego,
 gdy choroba Cię bierze,
 gdy sprzątać się nie chce,
 gdy motywacji brak,
 gdy dosłownie nic ci się nie chce

...

Właśnie tak, obejrzyj serial!

Wprawdzie nie wielbię seriali tak bardzo, jak cudownie pachnących tomów choćby Więźnia Labiryntu, ale czasem naprawdę mogą człowieka odprężyć, a niektóre nawet (niektóre z niektórych) mogą nas czegoś nauczyć, czy zmienić nasze poglądy na dany temat.

Ach, gdzież moje maniery, nawet się nie przedstawiłam. Na imię mam Ania, iście staroświeckie, jednakże dostojne imię, które z dumą noszę. (Możecie nazywać mnie Kordelią, jeśli chcecie, choć Anią z Zielonego Wzgórza tak nie do końca jestem :D)

Oczywiście z posta na post będziecie dowiadywać się o mnie coraz więcej, jeżeli oczywiście będziecie tego chcieć.

Na razie to tyle, wypatrujcie sowy z nowym postem od Dziwnej i książki!

Pozdrawiam ❤